27 luty 2017 r., wydanie nr: 17098. Imieniny: Anastazja, Wiktor, Gabriel   Startuj z nami 
 
Słowo - strona główna
Szukaj:   +zaawansowane  
 
 
 
 Słowo > Słowo o sporcie

Radomiak znów nie zdobył gola i przegrał w Czermnie

Zabrakło im strzelby

Nemanja Cvetković (z prawej) i jego koledzy z Radomiaka są w coraz trudniejszej sytuacji.

Nemanja Cvetković (z prawej) i jego koledzy z Radomiaka są w coraz trudniejszej sytuacji.

Fot. M. Skorupa

Bezbarwna gra na fatalnej murawie. Piłkarze z obu drużyn mało strzelali, ale rzut karny dał gospodarzom trzy punkty.

HEKO Czermno – RADOMIAK Radom 1:0 (1:0)

Bramka: Trela 24

Heko: Mańka – Walęciak, Matuszczyk, Branovitski, Drozd, Sobczyński, Trela, Pluta (69 Cheda), Pałkus (90 Zawistowski), Żaglewski, Kanarski (82 Boguś)

Radomiak: Borkowski – Nykiel (73 Skórnicki), Duda, Bednarz, Wachowicz, Brzyski, Byrkaniczkow, Cvetković, Piętka (65 Majić), Kalu, Uss

Sędziował: Grzegorz Dubiel (Kraków)

Żółte kartki: Trela, Żaglewski (Heko) oraz Bednarz, Nykiel, Brzyski, Uss (Radomiak)

Dla Radomiaka teraz wszystkie mecze są, jak finał. „Zieloni” wciąż tkwią w ogonie tabeli i czekają na punkty z wielką tęsknotą. Ale ich zdobycie w obecnej sytuacji kadrowej zespołu, jest niezwykle trudnym zadaniem.

Kibice Radomiaka po cichu liczyli, że może wreszcie w Czermnie nastąpi przełom. Może „zieloni” strzelą od rywali choć o jedną bramkę więcej...

Nic z tego. Radomiak znów przegrał. I to z zespołem, który w drugiej połowie nie oddał celnego strzału na bramkę „zielonych”. Ale w naszym zespole też nie miał kto zdobyć gola.

Obie ekipy zaczęły nerwowo. Dodatkowo utrudniała grę murawa na stadionie Heko, wyboista, nierówna. Piłka często zmieniała kierunek.

Duży w tym czasie było fauli, mało płynnych akcji. Gospodarze częściej atakowali, ale nie mieli raczej pomysłu na sforsowanie defensywy „zielonych”. Natomiast radomianie skupili się na kontrowaniu.

Po jednym z wypadów, w 9 minucie, omal nie padła bramka dla naszego zespołu. Rafał Piętka wrzucił piłkę na pole karne, a Piotr Uss przedłużył do Swetosława Byrkaniczkowa, który jednak trafił w boczną siatkę.

Niedługo potem Bułgar nabawił się kontuzji i musiał opuścić boisko. Na jego miejsce trener Witold Mroziewski wprowadził doświadczonego Jacka Kacprzaka.

Potem pod bramkami niewiele się działo. Szybkich akcji było, jak na lekarstwo. Ale nie brakowało walki w środku boiska. Obie drużyny walczyły ostro o inicjatywę.

W 23 minucie wyszła dobra akcja miejscowym. Po nie w dogodnej sytuacji znalazł się Krystian Kanarski, ale został sfaulowany przez Krzysztofa Nykiela.

Rzut karny wykorzystał Krzysztof Trela.

W odpowiedzi próbował zaskoczyć bramkarza Heko Marcina Mańkę, Nemanja Cvetković. Srzelił jednak z rzutu wolnego niecelnie.

Potem przez kilka minut dominował Radomiak. Jednak niewiele z tego wynikało. Obrońcy gospodarzy nie popełniali większych błędów, a Mańka zawsze był na posterunku.

Im bliżej końca pierwszej połowy, tym gra stawała się coraz bardziej nerwowa. Sędzia dwukrotnie sięgał po żółty kartonik.

Kilka akcji gospodarzy w ostatnich minutach pierwszej części widowiska nie zmieniło wyniku. Na przerwę gospodarze schodzili zatem w dobrych nastrojach, ciesząc się z prowadzenia. A ekipa Radomiaka musiała znaleźć w szatni receptę na odrobienie straty i zdobycie kolejnych goli. Przecież nawet remis nie był szczytem marzeń...

Po przerwie radomianie wyszli na boisko zdeterminowani, chętni do walki. Napotkali jednak rywala szczelnie schowanego za podwójną gardą, czyhającego jedynie na kontry. Miejscowi byli bardzo zadowoleni z prowadzenia. Zwalniali grę, koncentrowali się na rozgrywaniu w środku pola.

Radomianie uzyskali lekką przewagę. Częściej byli przy piłce, więcej strzelali.

Ale druga połowa rozpoczęła się od groźnej akcji miejscowych. Kanarski minimalnie przestrzelił.

Potem już atakowali radomianie. W 49 minucie z boku pola karnego rzut wolny wykonał Cvetković. Piłka zmierzała w stronę bramki, a Mańka ratował się piąstkowaniem.

Na wiele energii jednak nie wystarczyło. Znów dal o sobie znać brak egzekutorów, skutecznych strzelców. Właściwie aż do 75 minuty obaj bramkarze mało bardzo mało pracy.

Dopiero na kwadrans przed zakończeniem meczu zapachniało wyrównaniem. Cvetković precyzyjnie dośrodkował, a Zbigniew Wachowicz pięknie główkował. Bramkarz cudem wyszedł z opresji.

Wkrótce potem piłkę przejął Piotr Uss. Gdy dostrzegł lukę w obronie, przymierzył z 18 metrów. Już wydawało się, że piłka zmierza do siatki. Ale znów zabrakło kilku centymetrów.

Potem ten sam zawodnik próbował główkować po centrze Maxwella Kalu. Znów piłka nie znalazła drogi do siatki. Do akcji chcieli się włączyć Mikołaj Skórnicki i Kacprzak, jednak nie doczekali się podania.

Ostatnie minuty nie przyniosły już większych emocji. Przyjezdni nie potrafili już wykrzesać sił na kolejną akcję. A miejscowi odliczali minuty do końcowego gwizdka.

Po meczu miejscowi nie kryli radości. Zdobyli tylko jednego gola, ale to wystarczyło do pokonania Radomiaka. Ekipa „zielonych” jest coraz bliżej degradacji. Chyba, że zacznie nagle wygrywać. Okazja do tego nadarzy się już w środę, kiedy drużyna trenera Witolda Mroziewskiego podejmie Finishparkiet Nowe Miasto Lubawskie.

PAWEŁ SOCHALSKI



[wersja do druku]

Nr wydania: 17084, data dodania: 15-05-2006 , mutacja: B , wyświetlenia: 6353

< wróć

linia

Komentarze:

na razie brak, twój może być pierwszy.

więcej komentarzy >


Copyright "Słowo"