20 wrzesnia 2017 r., wydanie nr: 17098. Imieniny: Renata, Filipina, Eustachy   Startuj z nami 
 
Słowo - strona główna
Szukaj:   +zaawansowane  
 
 
 
 Słowo > Telesłowo

Mogłam dotknąć demonów

Fot. Andrzej Wyderski

Fot. Andrzej Wyderski

Katarzyna Figura - aktorkę będącą symbolem seksu, tym razem z ogoloną głową, można oglądać w spektaklu „Alina na zachód”, wystawianego na deskach warszawskiego Teatru Dramatycznego.

Stosuje pani wobec widzów terapię szokową?

- „Alina na zachód” zrobiła na pani wrażenie? To dobrze.

Nie tylko na mnie. Stworzyła pani przejmującą postać kobiety borykającej się z losem na brudnym przedmieściu. I ogoliła głowę! Dlaczego?

- Pojawił się wspaniały reżyser Paweł Miśkiewicz ze świetnym, bardzo trudnym tekstem niemieckiego dramaturga Dirka Dobbrowa. To była aktorska szansa. I postanowiłam ją wykorzystać.

Chyba niełatwo uwolnić się od utrwalanego przez lata wizerunku seksbomby?

- Myślę, że już w „Autoportrecie z kochanką”, a potem w „Żurku” i „Ubu królu” pokazałam, że przyszedł w moim zawodowym życiu czas na inne role.

Dojrzewa pani do postaci charakterystycznych?

- Dojrzewam jako aktorka. Złożyło się na to wiele spraw. Także doświadczenia osobiste - ostatnio śmierć taty, po której przez parę miesięcy nie byłam w stanie podjąć się żadnej roli. Potem przyszła ciąża, urodziła się druga córeczka. Jestem wdzięczna Pawłowi Miśkiewiczowi - najpierw za propozycję roli, a potem, że zgodził się poczekać na mnie prawie dwa lata.

Jak wcześniej Ryszard Brylski, reżyser filmu „Żurek”, w którym po raz pierwszy zagrała pani zniszczoną życiem kobietę?

- Faktycznie. I wtedy, i teraz czas przerwy w konsekwencji bardzo przysłużył się roli. Przy budowaniu postaci Matki nie bez znaczenia było też, że niemal równolegle przygotowywałam się do zagrania Kobiety w filmie Piotra Uklańskiego „Summer Love”

- westernu z Bogusławem Lindą i Valem Kilmerem. Role Kobiety i Matki przenikały się i uzupełniały.

Czy coś podobnego już się pani nie zdarzyło?

- Rzeczywiście, kilka lat temu też nałożyły się na siebie dwie postaci: realistyczna z „Żurku” i surrealistyczna w „Ubu królu”. Obie role zakładały przerysowanie, a nawet zniekształcenie bohaterek, choć przy użyciu zupełnie innych środków. Teraz jesienne zdjęcia do „Summer Love” przygotowały mnie psychicznie i fizycznie do spektaklu.

W jaki sposób?

- Oba projekty zakładały, że bohaterka, w wyniku dramatycznych doświadczeń, powinna oczywiście grać w peruce zwanej łyską, ale zdecydowałam inaczej.

I ogoliła pani głowę?

- Na dodatek przed kamerą. Uznałam, że tylko w taki sposób oddamy w pełni tragizm bohaterki. Obdarzona pięknymi włosami, w czasie ich ścinania zostaje niemal dosłownie odarta z kobiecości.

Traumatyczne przeżycie. Dla pani również?

- Wobec ról, które mi zaoferowano - tak bogatych psychologicznie - nie miało to znaczenia.

Nawet dla kogoś wciąż uznawanego za symbol seksu?

- Nie ukrywam, że i dla mnie scena z goleniem głowy, na dodatek brzytwą - bo tego wymagała westernowa konwencja filmu „Summer Love” - była rodzajem eksperymentu. Doświadczyłam, wsparta jednak filmową fikcją, co dzieje się z kobietą w podobnej sytuacji. O wiele lepiej zrozumiałam bohaterkę sztuki „Alina na zachód”. Wiedziałam już, jaką mogła być osobą. Bardzo mi to pomogło.

Sztuka obfituje w sytuacje trudne. Nie tylko aktorsko.

- To prawda, choćby scena gwałtu... irracjonalnego, a przecież wstrząsającego, kiedy rówieśnik syna każe się bohaterce rozebrać, poniża ją. Bardzo bałam się tej sytuacji. Nawet mocniej niż pokazania łysej głowy. To było całkowite obnażenie postaci, akt pełen wstydu i zażenowania, a jednocześnie dla mnie bardzo odkrywczy. Jako aktorka mogłam wreszcie dotknąć tkwiących w człowieku demonów.

Trochę pani na tę możliwość czekała...

- Dwadzieścia lat. Tyle czasu upłynęło od mojego debiutu.

Nie zrezygnowała pani z planów podboju Ameryki?

- Z racji podwójnego obywatelstwa, dzięki mężowi, często bywam w Stanach i każdy wyjazd staram się wykorzystywać zawodowo. Na razie jednak wpadłam w wir pracy w Polsce. I bardzo się z tego cieszę.

Co na pani zapracowanie rodzina?

- Wszyscy to dzielnie znoszą Także łysą głowę. To dowód wielkiej, bezwarunkowej miłości.

Rozmawiała Jolanta Gajda-Zadworna, „Życie Warszawy”



[wersja do druku]

Nr wydania: 16990, data dodania: 20-01-2006 , mutacja: ABC , wyświetlenia: 8951

< wróć

linia

Komentarze:

na razie brak, twój może być pierwszy.

więcej komentarzy >


Copyright "Słowo"