27 luty 2017 r., wydanie nr: 17098. Imieniny: Anastazja, Wiktor, Gabriel   Startuj z nami 
 
Słowo - strona główna
Szukaj:   +zaawansowane  
 
 
 
 Słowo > Telesłowo

Mieszczuch z dziada pradziada

Fot. TVP

Fot. TVP

Ludzie go uwielbiają. Za wszystko - doskonałe aktorstwo, sposób bycia, pogodę ducha. Jan Kobuszewski sam siebie uważa głównie za aktora teatralnego, jednak ról w serialach i filmach zagrał tak wiele, że trudno byłoby je wszystkie zliczyć. Już niedługo znów pojawi się na małym ekranie - tym razem w sitcomie „U fryzjera”.

W nagrywanym właśnie sitcomie „U fryzjera” gra pan jedną z ról. Kim jest pana bohater Błażej?

- To najstarszy z rodu fryzjer na emeryturze. Błażej zarobił parę groszy i zainwestował je w zakład fryzjerski, który chce przekazać ukochanemu wnukowi, Grzesiowi. Niestety, wnuk nie bardzo chce być fryzjerem, ponieważ marzy mu się prowadzenie baru. Takimi różnymi intryżkami stary despota Błażej zmusza go jednak do tego, aby zajął się fryzjerstwem. W ich rodzinie od siedemnastu pokoleń każdy pierworodny syn był fryzjerem, dlatego staremu tak zależy. To jest właśnie moja rola.

Co zadecydowało, że zgodził się pan zagrać w tym sitcomie. Lubi pan taką serialową konwencję?

- Przyjąłem tę rolę, ponieważ mam tylko trzy dni zdjęciowe, a że jestem leniwy, więc rola bardzo mi pasowała (śmiech). Po prostu od czasu do czasu z przyjemnością zagram jakąś postać w serialu telewizyjnym.

Ma pan w tej chwili jakieś ulubione programy w telewizji, może jakiś serial?

- O tak, codzienny serial pt. „Sejm”, a może to jest raczej bardzo dobry kabaretowy program.

Aczkolwiek czasami trochę irytujący...

- Czasami tak, ale gdy ogląda się go z pewnym poczuciem humoru i przymrużeniem oka, to może być bardzo zabawne. A wracając do mojego udziału w serialach, to staram się trzymać bardzo starej umowy zawartej z nieżyjącym już Stasiem Bareją. Polegała na tym, że Staś prosił mnie, abym zagrał w każdym filmie, który kręcił. Ja, owszem zgadzałam się, ale pod warunkiem, że będzie to epizodzik. No i tych epizodów się nazbierało... Tak więc tę umowę ze Stasiem kontynuuję. Poza tym jestem głównie aktorem teatralnym i w tej chwili w teatrze mam tyle roboty, że nie mogę sobie specjalnie pozwolić, aby się rozdrabniać.

Nie ma pan pokusy, aby stać się leniwym emerytem, który łowi ryby, odpoczywa i nie myśli o pracy?

- O nie, tak dobrze to nie ma. Tak mnie nauczyli w szkole, że aktorstwo to jest mój zawód i muszę go wykonywać w sposób możliwie najlepszy. Dlatego, jeśli robię nawet coś małego, to zawsze staram się to robić dobrze. A rzucić pracę? Oj, to jest niemożliwe. Owszem, gdy mam miesiąc czy półtora urlopu to spędzam go tylko na ukochanych przyjemnościach z żoną, córką, zięciem i wnukami. Jednak, gdy wiem, że jadę na urlop, a zaraz potem mam premierę w teatrze, to wtedy mam zepsuty cały pobyt. Wówczas dużo się uczę, myślę o roli.

Proszę mi zdradzić, co należy do pana ukochanych przyjemności?

- Od czterdziestu lat zamykam się w takiej małej wioseczce na Mazurach, gdzie mam ukochanych moich przyjaciół, wszystkich sąsiadów. To są rolnicy, których znam od czterdziestu lat, kiedy oni mieli małe dzieci, a teraz to już gospodarze. Traktujemy siebie jak rodzinę, znamy się jak łyse konie. Ja im pomagam jak mogę, a oni bardzo mnie wspierali w stanie wojennym, kiedy byłem bez pracy, za co im jestem z całego serca wdzięczny. W tej wiosce jest jezioro, las, pływam łódką, wędkuję. Kiedyś, jak człowiek był młodszy i miał więcej sił, to były grzyby w lesie. Taki odpoczynek z ptaszkami, zwierzątkami, psami i rybkami.

Czyli najpiękniejszy jaki może być.

- Tak, o tym zawsze marzyłem jako staromieszczuch z dziada pradziada, warszawiaczek z urodzenia. Właściwie pierwszy raz z taką prawdziwą wsią miałem do czynienia po powstaniu warszawskim, kiedy nas wysiedlili. To był październik i do maja przez całą zimę czekaliśmy na wsi w takim zakątku Kielecczyzny. Bardzo mi się wtedy wieś spodobała. A kiedy pojawiła się możliwość zasiedlenia się, choćby tylko na urlopy, na wsi mazurskiej, to wykorzystaliśmy. Teraz cała rodzina uwielbia atmosferę wsi.

Gdzie w tej chwili można pana zobaczyć w teatrze?

- Gram w trzech sztukach w Teatrze Kwadrat - w „Dwóch morgach utrapienia”, sztuce również z moją reżyserią, gramy to już ponad 400 razy, na szczęście wciąż z niesłabnącym powodzeniem. Gram także w angielskim kryminale „Złodziej” oraz „Słudze dwóch panów”.

Dużo, bardzo dużo...

- Nie tak bardzo. Kiedyś, za dawnych czasów, jak byłem młody, grałam we wszystkich sztukach w Teatrze Kwadrat, ale teraz zastępuje mnie w tym Paweł Wawrzecki, który gra... prawie we wszystkich.

Edyta Karczewska-Madej



[wersja do druku]

Nr wydania: 17020, data dodania: 24-02-2006 , mutacja: ABC , wyświetlenia: 10188

< wróć

linia

Komentarze:

na razie brak, twój może być pierwszy.

więcej komentarzy >


Copyright "Słowo"