Trwa ogólnopolska akcja „Adoptując mnie – Ratujesz mi życie”Przyjacielu, zaopiekuj się mną...
Rozrabiaka? Trudno uwierzyć... Fot. M. Skorupa |
Panna wyżlica też by chciała mieć lepszy dom Fot. M. Skorupa |
Wystarczy jedno spojrzenie w smutne oczy półrocznej suczki Fot. M. Skorupa |
Kocica niczym dama. Szkoda, że nie na własnej kanapie Fot. M. Skorupa |
RADOM. Patrzą na nas smutnymi oczami, żyją za kratami. Codziennie nerwowe wyczekują – a może tym razem to ja znajdę nowego pana? Pana przyjaciela? Psy i koty ze schroniska czekają na nowych właścicieli. Tegoroczna, druga edycja akcji „Adoptując mnie – Ratujesz mi życie” ma nam uświadomić, że kot to miłe, ale i niekłopotliwe zwierzę domowe. – Odkąd pojawiły się preparaty do kocich kuwet, które pochłaniają zapachy, to przyjęcie kota w domu, przestało być uciążliwe – uważa Ewa Gebert z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals” w Bydgoszczy. – Możemy odkryć zalety, jakie daje towarzystwo Mruczków i Filemonów. Według statystyk, tylko co drugi pies i co czwarty kot, trafiający do schroniska, ma szansę znaleźć rodzinę. - Dzięki zeszłorocznej kampanii czterdzieści procent więcej zwierząt w 30 miastach zostało adoptowanych – wylicza Gebert. W Radomiu akcja się dopiero rozkręca. – Rozwieszamy plakaty, informujemy wiele instytucji, w tym radomskie gazety – mówi Zygmunt Kolos, dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt na Wincentowie. Placówka ma 300 miejsc dla zwierząt. Obecnie przebywa w niej ponad 420 psów i 40 kotów. Bywa, że osiem psów żyje w jednym boksie. Niestety, na rozbudowę schroniska brakuje pieniędzy. Nie wystarcza ich na zatrudnienie dodatkowych pracowników. – Dlatego tak liczy się pomoc ludzi dobrej woli – dodaje Kolos. Karolina Loba jest wolontariuszką od dwóch lat. Prawie codziennie przychodzi do zwierząt – zmienia im wodę w miskach, sprząta boksy, czasem po prostu pogłaszcze. – To nie jest męczące, a zwierzęta tak się cieszą – mówi. Także 13 letnia Monika Wiatrak pomaga pracownikom. – Lubię psy, lubię koty, zajmuję się szczeniakami – opowiada. Na pana czeka siedmioletni Iwan – bernardyn oraz biały mieszaniec nazywany przez pracowników Rozrabiaką. Także czteroletni czarny sznaucer liczy na adopcję. - Większość zwierząt jest w dobrym stanie, ale zdarzają się psy wymagające leczenia – mówi Andrzej Fajdek. - Pięcioletnia wyżlica gdy ją znaleziono, na prawie jednej trzeciej ciała, nie miała sierści.
MAGDALENA CICHY |